random1.gif
Szczabel Karolina
 Zrealizowała jako reżyser, w Liceum, dwa spektakle: "Dziady, część II" wg. Adama Mickiewicza, oraz... "Tren Fortynbrasa, czyli mówi Marlowe" wg. Roberta Konowalika (!). Drugi spektakl, wystawiony w ramach szkolnych konfrontacji teatralnych, zdobył nagrody: aktorskie (Karolina Szczabel), oraz za scenografię. Występy w Teatrze Następnym i teatrze Fieter: "Spotkanie", "Anatomic - gentleman", "Postmodernizm", "Woodyalleniada", "Z dala od anielskich chórów", "Myszy Natalii Mooshaber", "Dwie Pragi". W marcu 2001 roku wystąpiła w spektaklu Teatru Następnego "Bassilissa Teofano", a w roku 2002 obsługiwała technicznie spektakl "Telefony w ostatniej nowelce". Obecnie nie występuje w zespole.

Role w spektaklach Teatru Nastepnego:
  • "Spotkanie" (Pacjentka)
  • "Anatomic- gentelman" (Dziecko)
  • "Postmodernizm" (Policjantka 2)
  • "Woodyalleniada" (Duch, Trup Quincy'ego Freema)
  • "Z dala od anielskich chórów" (Berta)
  • "Bassilissa Teofano"

Role w spektaklach Teatru Fieter:
  • "Myszy Natalii Mooshaber" [1999] (Natalia)
  • "Dwie Pragi" (Nauczycielka)
  • "McGuffin. Pociąg do Ypslatt"

komentarz: 1



(rola w "Myszach Natalii Mooshaber")

Ciężką rolą do odegrania była rola w "Myszach Natalii Mooshaber". Była to główna postać tego spektaklu. Ciężko mi było na początku rozumieć, co to jest za postać, jakie wydarzenia mają miejsce w tym spektaklu, ale odkrywaliśmy, o co w tym wszystkim chodzi z każdą kolejną próbą i przedstawieniem. Pewne elementy z jej życia i charakteru może jakoś do mojego pasowały i bardzo je polubiłam. Uważam, że to genialne i bardzo lubiłam tę postać

(w teatrze...)
Najpierw pracowałyśmy z Iwoną. Wspomnienia z tego czasu są bardzo miłe. Szkoła podstawowa, to chyba najlepszy okres, w którym mogłyśmy się rozwijać w kierunku aktorskim. U Iwony bardziej zajmowałyśmy się interpretacją poezji. Robert dawał nam wolną rękę - robiłyśmy to, co uznawałyśmy za słuszne, on ewentualnie wprowadzała swoje korekty reżyserskie (...) Chodziłam do LO nr 2 w Opolu, do klasy o profilu humanistycznym i teatralnym, ale niestety było bardziej humanistyczne, niż teatralne. Bo w liceum kontakt z teatrem miałam po prostu taki, że sama chciałam coś robić. Co roku w LO organizowano przeglądy teatralne, w których każda klasa mogła coś przedstawić. Ja zawsze brałam w tym udział. Postanowiłam coś wyreżyserować i pokazać na jednym z tych przeglądów. Poprosiłam Roberta o pomoc w znalezieniu jakiejś interesującej sztuki. On zaproponował mi scenariusz, który sam kiedyś napisał, ale jeszcze nie miał okazji go wystawić. To był świetny scenariusz, no i zrobiłam ten spektakl w szkole (w jakieś dwa tygodnie). Było to przedstawienie: "Hamlet or not Hamlet, tren Fortynbrasa, czyli mówi Marlowe". Wiem, że wśród młodzieży spotkało się z wielkim zainteresowaniem. Było to pomieszanie Hamleta z trenem Fortynbrasa i niektórzy nauczyciele nie wiedzieli, jak na to patrzeć - takich rzeczy się jeszcze nie robiło. Później było spotkanie i dyskusje na temat tego przedstawienia - spektakl przyjęto pozytywnie. Dostaliśmy wówczas kilka nagród, miedzy innymi ja za reżyserię. (...) Kiedy jeździliśmy na przeglądy z teatrem "Fieter", tak się zazwyczaj składało, że opuszczałam w szkole dużo lekcji fizyki. Nauczycielką fizyki była pani Rewieńska, która martwiła się o mnie. No i wszystko wyjaśniło się, kiedy zobaczyła pieczątkę i podpis swego męża - dyrektora Domu Kultury w Ozimku, który usprawiedliwiał wszystkie moje nieobecności. Od tamtej pory pani Rewieńska zaczęła przyjeżdżać na nasze spektakle do Ozimka, a w szkole bardzo mnie wspierała, za co jestem jej bardzo wdzięczna. W "Dwóch Pragach" grałam nauczycielkę, a potem, kiedy odeszła Bogna - grałam również jej rolę pielęgniarki. Jeśli chodzi o sceny o zabarwieniu erotycznym, to na początku bardzo mi było trudno je zagrać. Szczególnie wstydziłam się je zagrać w Ozimku - tu są moi znajomi, rodzina. Nie wiedziałam, jak to zrobić. Na przeglądach grałam już dużo bardziej odważnie - czułam, że to nie jestem ja, tylko ta postać, którą gram. Po tej roli, w której uwodziłam Tomka, jako Józefa K. przyszłam do domu trochę zestresowana oczekując krytyki. Mama stwierdziła, że mogłam go jeszcze trochę pokokietować. Rodzina zawsze mnie wspierała w moich działaniach teatralnych. Wszyscy robimy to, co robimy, dlatego, że chcemy coś robić i mamy coś do powiedzenia. Mimo, że na próbach nie zawsze mamy dobre humory, czasami się kłócimy, ale zaraz wszystko się uspokaja i jest świetnie. Stosunki w teatrze są bardzo przyjacielskie, potrafimy ze sobą bardzo dobrze współpracować. Bywają "zgrzyty", ale to jest chyba normalne - każdy jest inny, ma inne upodobania i charakter. Na przykład Robert prosi kilka razy o jedną rzecz i kiedy nie może się doprosić, to mimo, że z natury jest bardzo spokojnym człowiekiem, w końcu wybucha! Albo te nasze spóźnienia... Ale i tak nie chciałabym niczego zmienić - no może to, żeby próby były częściej. Ale to nie możliwe, wśród nas są osoby spoza Ozimka i wiele jest osób, które pracują i muszą utrzymać swoje rodziny. Chciałabym również, żeby sztuki Tomka były wystawiane jeszcze gdzieś indziej, niż w Ozimku. (...) Na razie nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przerywam to wszystko. Nie wiem, czy wiek odegrał by rolę w tym, że powinnam przerwać granie, bo bardzo zróżnicowane wiekowo są osoby, które u nas grają, i bardzo dobrze się rozumiemy. Myślę, że póki jesteśmy w domu i własna praca nam nie koliduje z tym , że gramy (bo przecież gramy za darmo) to będziemy to robili nadal. (...) Robert jest genialny. To jest postać, której nie da się określić jednym zdaniem. To jest człowiek, który jest dla mnie wielkim autorytetem, który świetnie pisze - zna się na rzeczy, świetnie reżyseruje. Zresztą jest to udokumentowane - cały czas zdobywamy jakieś nagrody.

(turystyka i teatr)
Z jednej strony ciągnie mnie do turystyki, a z drugiej strony jest teatr. Zdając do liceum, wybrałam kierunek turystyczno- geograficzno-ekonomiczny. I nie wiem do tej pory jak to się stało, że zostałam przerzucona na kierunek teatralny. Chyba los sam mnie przerzucił. Właściwe to nie miałam marzeń, żeby grać w teatrze. One zrodziły się dopiero po tym co zaproponowali mi Robert i jego żona. Miałam ochotę zdawać do szkoły aktorskiej. Planowałam zdawanie do szkoły teatralnej w Krakowie. Przyjechałam do Krakowa dzień przed egzaminem. Spędziłam tam noc w akademiku i wstałam rano, żeby pojechać na egzamin. Zdarzyła się rzecz zupełnie nieprzewidywalna. Znalazłam się na przystanku tramwajowym, z którego jechał tramwaj odpowiednim numerze, ale... z tym, że jechał w przeciwnym kierunku. No i wyjechał gdzieś - nie wiem gdzie... Jakoś nie wpadłam na pomysł, żeby wcześniej przejść się na piechotę i zobaczyć, gdzie te egzaminy się mają odbywać. No i nie poszłam tam, bo byłam już o godzinę spóźniona... Być może będę zdawać w tym roku (2002), ale jeszcze nie wiem. Obecnie studiuję w Studium Turystycznym - i tak się śmieję, że poszłam na ta turystykę, żeby się nauczyć, jak podróżować tramwajem.

(praca nad rolą)
Wszystko samo jakoś zaczyna się składać. Po prostu się gra, ale na pewno trudno było zagrać osobę pijaną - to było dla mnie abstrakcyjna rzeczą, bo wtedy jeszcze nie mogłam sobie pozwolić na próbki na żywo. Wówczas musiałam obserwować ludzi. To był "Postmodernizm" (uwaga - tutaj Karolina myli się, chodziło o spektakl "Z dala od anielskich chórów").


 

-- Jest pani mężatką?
-- Byłam.
-- Mąż pani umarł.
-- O ile mi wiadomo -- nie. Rozwiał się w powietrzu. To się często zdarza ludziom tego typu.

NASZ CZŁOWIEK W HAWANIE

© 2021 Teatr Fieter | Powered by Joomla! | CMS