|
Teksty dotyczące Teatru Fieter, bardzo ogólnie pojętego:)
- Krystyna Nowak-Wolna "Kwartalnik Opolski" nr 3, 2003 r.
Teatr "Fieter" W studium zatytułowanym Teatr amatorski na Opolszczyźnie. Rekonesans badawczy, które zostało wydrukowane w Kwartalniku Opolskim na początku 2002 roku, wspomniałam, że zagadnienie teatru amatorskiego wymaga obszernego i wnikliwego opracowania. Niniejszy artykuł jest kontynuacją prowadzonych przeze mnie badań. Pragnę na jego łamach zaprezentować znany w Polsce i województwie opolskim teatr Fieter z Ozimka, który dwa lata temu obchodził swoje dziesięciolecie. 1. Z historii teatru "Fieter" Teatr "Fieter" powstał na przełomie kwietnia i maja 1991 roku. Po ukończeniu Uniwersytetu Ludowego w Błotnicy Strzeleckiej, gdzie przez kilka lat mieściło się studium dla instruktorów teatru lalkowego, Robert Konowalik, późniejszy twórca Fietra, znalazł się w Ozimku; w małej miejscowości w województwie opolskim. W rok później, wraz z Janem Spólnym, Robert Konowalik realizuje pierwszy spektakl teatru "Fieter". Nazwa teatru, wywiedziona od angielskiego słowa theatre, została naprędce wymyślona, ale utrwaliła się i pozostała. Początkowo zamiarem realizatorów było przedstawienie lalkowej wersji opowiadania Hansa Christiana Andersena Towarzysz podróży. Spektakl ten, zrealizowany przez Jana Spólnego według scenariusza Roberta Konowalika, powstał nieco później, z udziałem dzieci, lecz nie pod egidą teatru "Fieter". W rezultacie narodziło się zupełnie inne przedstawienie - spektakl Pupere (od ang. puppet- lalka,marionetka), który z powodzeniem wystawiono podczas Wojewódzkiego Przeglądu Amatorskich Teatrów Lalkowych w Strzelcach Opolskich. Przez pewien czas w skład teatru "Fieter" wchodziły trzy osoby: Witold Sułek, Jan Spólny oraz Robert Konowalik. W tym składzie zrealizowane zostały spektakle: Learo inferno a tri doceri, Bis pupere, Przygody barona Munchhausena. Wraz z Witoldem Sułkiem Robert Konowalik zrealizował przedstawienia: Kozioł, ofiara, kozioł ofiarny oraz Henryka Sienkiewicza Krzyżaki i Smok wawelski. Spektakl Henryka Sienkiewicza Krzyżaki teatr "Fieter" wystawia do dziś. Następuje powolne przeobrażanie zespołu, po pierwszych spektaklach, "realizowanych w wymyślonym przez zespół języku, powstają widowiska normalne, rodzime, przaśne i polskie całą gębą" - wspomina Robert Konowalik. Niektóre z nich, realizowane są jeszcze przy pomocy sporej dozy improwizacji na scenie, ale powstają i takie, w których tekst zaczyna pełnić coraz większą rolę. Do nowego nurtu przedstawień można już zaliczyć Herbatkę we...... (według Alicji w krainie czarów Lewisa Carolla) oraz spektakl Trzy razy Szekspir. W Herbatce we...... pojawia się gościnnie Tomasz Huras - sanitariusz i obiecujący literat. W następnych spektaklach bierze już udział jako pełnoprawny członek teatru Fieter. Pierwszym z tych spektakli był Fastolf, według powieści Roberta Nye'a. Fastolf to pierwsze z dużych przedstawień "Fietra". Tomasz Huras zrealizował w zespole Fieter sześć spektakli. Były to: Idiota, według tekstu Muzy Pawłowej, Zbrodnia i kara, według powieści Fiodora Dostojewskiego, Przemiana, według opowiadania Franza Kafki, Czekając na Godota oraz Końcówka - oba według dramatów Samuela Becketta, jak również K., na podstawie Procesu Franza Kafki. Przedstawienia były wystawiane w Ozimku oraz podczas kolejnych edycji nyskiego Proscenium, podczas których prawie zawsze (z wyjątkiem Zbrodni i kary, oraz niewystawianego Idioty) zdobywały znaczące, lub też najważniejsze nagrody (pierwsza nagroda dla Czekając na Godota, druga dla Przemiany oraz K., nagrody za reżyserię oraz sporo aktorskich). Jan Spólny, po udziale w kilku spektaklach, odszedł z zespołu. Przedstawienie 3 x "Fieter", realizowane na pięciolecie teatru , było ostatnim, w którym wystąpił. W zespole już nieco wcześniej pojawiła się Hanna Spólna, z zawodu pielęgniarka, również wokalistka Opolskiego Studia Piosenki. Początkowo zagrała jedynie w Zbrodni i karze, oraz widowisku 3 x Szekspir..., po kilku latach powróciła do grupy, występując w 1999 roku w spektaklu Myszy Natalii Mooshaber, według Ladislava Fuksa, oraz w Dwóch Pragach, Końcówce i przedstawieniu Nasz człowiek w Hawanie.. "Był to - jak się bardzo prędko okazało - wcale niezgorszy powrót, bo zagrała wreszcie role na miarę swych sił i możliwości" - ocenia Robert Konowalik. Wyjątkowym pod pewnymi względami spektaklem jest Proces magnetyzera, według powieści Per Olofa Enquista. W skład zespołu wchodzą same debiutantki, uczennice IV klasy ozimskiego liceum. Dwie z nich zostają w zespole - Anna Szwankowska w następnych latach występuje w spektaklach Trzy wariacje z epilogiem, Przemiana, Gombrowiczurke, Ludzie w futerałach, Postmodernizm, jak również realizuje własne przedstawienie przy pomocy zespołu "Fieter" (choć nie pod jego nazwą) Król Mięsopust, czyli wiwat grubi, drżyjcie chudzi. Olimpia Różańska występuje we wszystkich przed chwilą wymienionych realizacjach, ale również w Czekając na Godota, Końcówce oraz K. W 1996 roku Iwona Konowalik zakłada dwa nowe zespoły teatralne. Grupa młodzieżowa przyjmuje nazwę "Teatr Następny", dziecięca zaś "Teatr Tup Tup". "Teatr Następny", debiutuje spektaklem Spotkanie. Następne przedstawienie - Anatomic gentleman - zostanie zrealizowane wspólnie przez Iwonę i przez Roberta Konowalików. W niektórych spektaklach "Fietra" zaczynają pojawiać się osoby z "Teatru Następnego". Powstają również dwa przedstawienia, realizowane wspólnie przez oba zespoły (Postmodernizm, Z dala od anielskich chórów). Przez kilka lat skład "Teatru Następnego" nie zmienia się, tworzą go: Katarzyna Siudeja, Paulina Matura, Justyna Mehl, Karolina Szczabel, Małgorzata Dreling. 2. Telefony w ostatniej nowelce oraz Woda w płucach - próba opisu W lutym 2002 roku teatr "Fieter" wystawił Telefony w ostatniej nowelce. Składały się nań nowele: Monodram, Hary i Blump, Teatr "Fieter", "Psychologia". Autorem tekstów literackich pełnych czarnego humoru był Robert Konowalik, on też wyreżyserował cały spektakl.(1) W Monodramie występuje w roli głównej konstruktor lalek. (Rolę tę zagrał Robert Konowalik). Rzecz dzieje się w pracowni lalkarza. Jako jedyny rekwizyt widzimy stół, parę pędzli, jakieś wiadro. Najpierw na planie pojawia się lalka, która skarży się na aktorów nie szanujących jej i traktujących jak martwy przedmiot. Ona też jest początkowo bohaterem nowelki. Za chwilę jednak pojawia się lalkarz, który ją wykonał. Tak więc następuje zamiana ról: postać sceniczna z animowanego przedmiotu przeobraża się w żywego człowieka. Z jego to opowieści wyłania się surrealistyczny obraz pracy - teatru? Domu kultury? Brak jest wyraźnej granicy, w której postać sceniczna - powołana przecież do życia przez wyobraźnię człowieka i stworzona na jego obraz i podobieństwo - z kukły wciela się w postać ludzką. Ten to żywy człowiek, artysta, wyłania się spod stołu, na którym przed chwilą występowała lalka. Widz słyszy strzępki słów, niedokończonych zdań, coś jakby wewnętrzny monolog. Lalka zaś staje się na powrót martwym przedmiotem. Scenkę tę można potraktować psychoanalitycznie: oto człowiek i jego sobowtór, maska. Człowiek nie tylko pozwala mu mówić za siebie, ale sam ukrywa się przed światem. Do pokoju wchodzi nowa postać. Jesteśmy w drugiej nowelce: Hary i Blump. Z dialogu między nimi dowiadujemy się, że Hary (postać ukryta pod stołem) oczekuje powrotu Jej. Kim Ona jest? Tego widz nie dowie się do końca spektaklu. Ona w tajemniczych okolicznościach zniknęła. Co się z Nią stało? Odjechała? Utonęła, a Hary jej nie pomógł? Stał na brzegu i śmiał się? Tak mówi Blump ( w postać tę wcielił się Jerzy Sagasz). A kim jest Blump? Głosem sumienia Harego? Przyjacielem i Aniołem Stróżem? A może kimś w rodzaju Mefista? W każdym razie Hary boi się, że Blump go opuści. Boi się samotności bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, nawet obecności Blumpa. (Przypomina się Drugi pokój Zbigniewa Herberta, w którym grają On i Ona oraz "to, co jest za ścianą", ale nie jest nawet głosem, tylko wyłania się z opowieści pary bohaterów). Trzecia nowelka jest już z innego opowiadania. Jeżeli dwie poprzednie miały w sobie coś z liryzmu (zwłaszcza pierwsza), jeżeli zawierały rys tragizmu (zwłaszcza druga) - to trzecia wprowadza nas w zupełnie inny nastrój: czarny humor. Próba w domu kultury, rozmawiają członkowie teatru "Fieter", którzy tu grają samych siebie; można więc powiedzieć, że nowelka ta zawiera też nutę autoironii. Rozmawiają o nowym instruktorze, który wymaga od nich dyscypliny. Pojawia się nowa postać - grana przez Jerzego Sagasza - tyleż groźna, co i komiczna (pracownik techniczny, woźny?). Że jest to pracownik "od wszystkiego", jakich w domu kultury zawsze można spotkać, zdradza jego ubiór. Członkowie zespołu giną w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie otruci. Potem jednak wszyscy budzą się do życia, na scenę wchodzi Instruktor - gra go Robert Konowalik - i próba teatru "Fieter" rozpoczyna się. Psychologia to ostatnia nowelka. Jesteśmy w gabinecie psychiatry. Przychodzą coraz to nowi pacjenci ze swoimi problemami. I nadal z nimi pozostaną. Sami. Stopniowo z rozmów wyłania się postać lekarza, który prawdopodobnie sam potrzebuje pomocy. (Gra go Witold Sułek). Dzwonią też tytułowe telefony w ostatniej nowelce. To pacjenci oraz znajomi i krewni lekarza. Lekarz miota się i coraz bardziej obnaża swoją bezsilność wobec problemów pacjentów. Można by się pośmiać, gdyby ta sytuacja czegoś nie przypominała: realnego życia. Na podstawie tego przedstawienia powstało nowe: Woda w płucach. "W nowej wersji zrezygnowaliśmy z nowelek: Teatr "Fieter" oraz Psychologia, zamiast nich wprowadzona została do spektaklu zupełnie nowa część - Balia" - mówi Robert Konowalik. Jest to jednak zupełnie nowe przedstawienie. Pierwsze przypominało film, w którym poszczególne sceny tworzą wprawdzie całość, ale niespójną, panoramiczną. Stale też iluzja sceniczna jest rozbijana. Mamy też różne nastroje. Nowy spektakl jest zwartą całością. W Monologu występują lalka i jej twórca. To jakby prolog mającego się rozegrać dramatu. (Rolę te gra Robert Konowalik). Z monologu lalkarza wynika, że aktorzy psują jego pracę, lalki, w których wykonanie wkładał tyle serca, są odrzucane, niszczone. Więc lalkarz pije. Czy to akt frustracji, czy też alibi? Do teatru przychodzi nowy dyrektor, który kontroluje pracowników. Trzeba zatem na trzeźwo przeżywać bezsens istnienia. Dowiadujemy się tego wszystkiego z monologu bohatera. No i bohater postanawia popełnić samobójstwo, ale nawet to mu się nie udaje. O próbie samobójstwa już się nie tylko opowiada, ale i pokazuje: bohater wkłada głowę do wiadra z wodą na oczach widzów. Scena komiczna, ale zarazem groźna, coś jakby z opowieści o Punchu, które niby są komedią, ale ukazują najpotworniejsze zbrodnie i największe nikczemności, do jakich człowiek jest zdolny. Hary i Blump rozmawiają ze sobą. Z opowieści tej wyłania się obraz tragedii: Ona nie żyje, nie wróci, bo prawdopodobnie utonęła. A Hary stał na brzegu i śmiał się. Prawdopodobnie chciał, aby zginęła. Czy ją zabił, czy tylko nie udzielił jej pomocy? Czy był tam sam, czy też Blump był razem z nim. Czy był tam jakiś chłopiec, świadek, i co się z nim stało? Czy Blump go zabił? Pamięć płata figle. Bohater wypiera ze swojej pamięci szczegóły wydarzenia. I tak jak w antycznym teatrze wszystkiego dowiadujemy się z dialogu między dwoma aktorami. Z tym, że Blump pełni tu raczej rolę chóru, niż osoby dramatu. I wreszcie trzecia część tryptyku - Balia. On i Ona siedzą w pokoju. Ona cały czas mówi, On się nie odzywa. Ona ubrana jest w biały szpitalny strój, coś jakby kaftan bezpieczeństwa. Z jej słów można wywnioskować, że była w szpitalu i obawia się powrotu do tego miejsca. Teraz próbuje pomalować lalki. Jest to praca, którą powinni oboje wykonać, ale tylko ona pracuje. On powinien był kupić farbę, która się kończy, ale nie zrobił tego. Nie kupił też węgla i nie napalił w piecu. Jest zimno i Ona może się przeziębić. Próbuje też nawiązać z Nim rozmowę, ale to się nie udaje. On milczy. Ta cisza staje się groźna, więc Ona próbuje wycofać się ze swoich narzekań. Ale jest już za późno. On krępuje jej ręce i nogi oraz zakleja usta taśmą klejącą. Topi Ją w blaszanej balii, która stoi nieopodal. I tak tragedia uzyskuje swoje rozwiązanie - tym razem na oczach widzów. Woda w płucach jest spektaklem zwartym, w którym poszczególne nowele składają się na całość. Część pierwsza stanowi jakby zawiązanie akcji, część druga to ogniwo pośrednie, zaś część trzecia jest zarazem punktem kulminacyjnym i rozwiązaniem akcji. "Akcja" jest tu słowem użytym z braku lepszego, które by oddawało istotę rzeczy. Poszczególne opowieści bowiem nie łączą się ze sobą fabularnie. Każda traktuje o innej historii, występują w niej inne postaci. A jednak poszczególne opowieści łączą się w całość i bardziej jest tu uprawnione słowo: akt czy scena dramatu niż nowela. Łączy je wspólny temat i narastająca groza. Jest to opowieść o ludzkim nieporozumieniu, nieszczęściu i sumienia, którego nie da się zagłuszyć. Ostatnia scena jest zarazem punktem kulminacyjnym i rozwiązaniem akcji. Jest to teatr "ubogi" , przypominający klasyczny dramat z jego jednością czasu, miejsca i akcji. 3. Z wywiadów z Robertem Konowalikiem i Jerzym Sagaszem Przeprowadzono wywiady z członkami zespołu: Robertem Konowalikiem oraz Jerzym Sagaszem.(2) Robert Konowalik na pytanie, co skłoniło go do założenia teatru Fieter odpowiada, że przypadek; nie dostał się na wydział produkcji filmowej PWSTiF w Łodzi, więc znalazł się w Błotnicy Strzeleckiej - o czym już wspomniano. Zainteresowanie teatrem, początkowo przymusowe, stało się jego pasją: "po kilku spektaklach zacząłem się utwierdzać w przekonaniu, że zabawa w teatr, choć z założenia tak niepoważna i śmieszna, może stać się czymś więcej (nie piszę "sztuką", bo ze sztuką teatr "Fieter" niewiele ma wspólnego, czasem się o nią ociera, najwyżej). Możliwe było to tylko w przypadku poznania właściwych ludzi, (początkowo zaledwie kilku), ale to akurat się szczęśliwie udało." (Akurat Robert Konowalik jest tu nadmiernie skromny, uwaga moja K.N.W.) Robert Konowalik podkreśla, że teatr jest rodzajem zabawy, a ta może się stać sposobem na twórcze życie. Robert Konowalik powiada, że przy pierwszych spektaklach doszedł do przekonania, że "teatr niekoniecznie musi być mądry, niekoniecznie dojrzały artystycznie, ale koniecznie sprawiający przyjemność nam, zaś potem widzom (kolejność jest akurat logiczna)." Robert Konowalik uważa też, że do teatru Fieter trafiają ludzie "których coś w robieniu teatru pociągało, jakieś młodzieńcze pasje, osoby, które bardzo prędko zorientowały się, że w tej grupie nie tylko mogą je sobie realizować, ale na dodatek mieć z tego powodu satysfakcję." Prowadzenie teatru stało się sposobem na dowartościowanie się. Przy sporym szczęściu, bez którego "chyba robiłbym coś o wiele bardziej smutnego i idiotycznego, tak bardzo, że nie chcę nawet o tym myśleć". Zespół dzieli się na dwie grupy: młodzieżową i dorosłych. Dorośli niejako opiekują się swoimi młodszymi kolegami wprowadzając ich w świat sztuki i ułatwiając wejście w dorosłe życie. Teatr pełni funkcje poznawcze oraz umożliwia rozwój intelektualny oraz moralny: "O rozwoju intelektualnym można chyba tylko mówić w kontekście przyswajania sobie pewnej wiedzy dotyczącej teatru, tego co jest w nim wystawiane (niekoniecznie przez naszą grupę, ale i przez inne, z którymi stykamy się podczas wyjazdów). Jedne osoby będą jednak na taki rozwój podatne, inne nic sobie z tego kontaktu nie będą robiły, to naturalne. Mieliśmy również przypadek osoby, która dzięki pracy nad rolą nauczyła się czytać! Tak, dosłownie, osoba miała trudności z głośnym czytaniem tekstu (pierwsza z nią próba była przepiękną katastrofą), po czasie znacznie się to poprawiło, a nie była to osoba pięcioletnia, jeno 18, więc sprawa jest poważna. O rozwoju moralnym grupy nie chcę się wypowiadać, bo po prawdzie uważam się za osobę mniej więcej moralną, nawet więcej niż mniej, lecz już spektakle (niektóre) za takie nie są postrzegane (choć jest to wynikiem niewłaściwego odczytania tychże)". Robert Konowalik uważa, że twórcze życie pokazuje, iż pieniądze nie pełnią w nim najważniejszej roli. Wartościowe rzeczy nie muszą powstawać w tak zwanych instytucjach profesjonalnie do tego celu stworzonych. Człowiek dorosły i poważny może dopełnić swoje życie jakąś cząstką poza ustalonym kanonem. Jerzy Sagasz jest absolwentem polonistyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Jest również instruktorem muzyki w Domu Kultury w Krapkowicach. Teatrem zainteresował się dzięki Robertowi Konowalikowi, który wydał mu się fascynującym człowiekiem o ogromnej wyobraźni. Satysfakcjonuje Jerzego Sagasza granie ról na scenie: "W ogóle mam dosyć taki ludyczny stosunek do tego mojego bycia w teatrze. Sprawia mi to dużą frajdę i satysfakcję. Sprawia mi przyjemność bycie w zespole, uczestniczenie w próbach, spektaklach, wyjazdach. Dzięki temu tam jestem". Choć traktuje teatr zabawowo - co kilkakrotnie w wywiadzie podkreślił - uważa, że jest ta zabawa bardzo poważną sprawą. Praca w zespole uczy punktualności, systematyczności, pozwala na kształcenie prawidłowej emisji głosu, dykcji, rozwija świadomość własnego ciała itd.. Tak więc z wypowiedzi lidera zespołu Fieter oraz jednego z jego uczestników wynika, że funkcja artystyczna teatru nie jest wymieniana na pierwszym miejscu. Respondenci podkreślają przede wszystkim to, iż teatr, tworzenie go, jest rodzajem zabawy, a ta z kolei czymś o wiele poważniejszym niż rozrywka; jest rodzajem twórczości, nadzieją na spełnione życie. Funkcja artystyczno-estetyczna jest jednak ważna; wszyscy chcą tworzyć coraz lepsze spektakle, bardziej dojrzałe i wartościowe, także pod względem artystycznym. Członkowie zespołu - choć o tym nie mówią wprost- postrzegają pracę w zespole jako czas pracy nad sobą, przekraczanie własnych ograniczeń, które stawia na przykład ciało, czy też wymowa, a często także cechy temperamentu czy charakteru. Dorośli widzą swoją rolę- jako wychowawcy- także w stosunku do młodszych członków zespołu. 4. Ważniejsze nagrody Teatr "Fieter" obsypany został wieloma nagrodami, niesposób tu wszystkich wymienić, więc wspomnijmy tylko o niektórych. Robert Konowalik tak mówi o tych nagrodach: "Nie bez kozery będzie tutaj wspomnieć o Zdumiewających Przypadkach Przyznawania Nagród naszemu zespołowi, co - choć zdaje się zasłużone - mimowolnie wprawia nas każdorazowo w ten rodzaj zdumienia, który nazywamy zadziwieniem Pełnym Szczerej Skromności. Oto zaś garść nagród, na które pracowaliśmy:" I nagroda zespołowa i I nagroda indywidualna podczas Wojewódzkiego Przeglądu Teatrów Dramatycznych Publicystycznych Teatrów Poezji i Kabaretów "Proscenium'2002" w Nysie za spektakl "Woda w płucach" II nagroda - Złoty Róg Myśliwski Króla Jana, oraz I nagroda indywidualna - Złota Misa Borowiny podczas XXII Biesiady Teatralnej. Konfrontacjach Zespołów Teatralnych Małych Form w Horyńcu - Zdroju, styczeń 2001, za spektakl "Henryka Sienkiewicza Krzyżaki. I Nagroda - Złoty Róg Myśliwski Króla Jana na XXI Biesiadzie Teatralnej. Konfrontacjach Zespołów Teatralnych Małych Form w Horyńcu Zdroju, styczeń 2000. za spektakl "Myszy Natalii Mooshaber" wg. powieści Ladislava Fuksa Grand Prix VII Ogólnopolskiego Otwartego Festiwalu Teatrów Amatorskich Odeon'2000 w Andrychowie za spektakl "Myszy Natalii Mooshaber". I Nagroda na Małym Festiwalu Gombrowiczowskim w Radomiu - 1999 (dotyczy noweli trzeciej spektaklu "Trzy wariacje literackie" - "Gomber i Gombratrup") Nagroda za oryginalną koncepcje literacką na I Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Małych Form "Windowisko '99" w Gdańsku ("Gomber i Gombratrup") Nagroda Publiczności oraz nagroda za koncepcję inscenizacyjno-plastyczną i reżyserię dla Roberta Konowalika na "Piątych Słodkobłękitach" Zgierskich Spotkaniach Małych Teatrów w Zgierzu, w 1999r. ("Gomber i Gombratrup") III Nagroda - Brązowy Róg Myśliwski Króla Jana na XX Biesiadzie Teatralnej. Konfrontacjach Zespołów Teatralnych Małych Form w Horyńcu Zdroju, styczeń 1999r. ("Gomber i Gombratrup") I nagroda VI Ogólnopolskiego Otwartego Festiwalu Teatrów Amatorskich Odeon'1999 w Andrychowie za spektakl "The Movie. Makbet, czyli tania jatka" Nagroda zespołowa za spektakl Postmodernizm podczas Tyskich Spotkań Teatralnych, Tychy 1998. Grand Prix Tyskich Spotkań Teatralnych, Tychy 1997 za spektakl "Trzy wariacje literackie" Kilkakrotnie zdarzyło się zespołowi występować w przeglądach, nie mających charakteru konkursu. W ten sposób nowela Gomber i Gombratrup (trzecia część spektaklu Trzy wariacje literackie trafiła na V Festiwal sztuki Młodych Bombart w Jeleniej Górze (1999), Przegląd Teatrów Studenckich w Krakowie (Juwenalia'99), zaś trzecia nowela Opowieści szekspirowskich: The Movie. Makbet, czyli krwawa jatka została zaprezentowana podczas 2000 Festiwalu Komedii Hi, Hi, Hi w Skierniewicach. Niektóre przedstawienia nie doczekały się ani wstępu na imprezach, ani też kilkakrotnego choćby pokazu przed publicznością. Jest to niestety bolączka wielu teatrów nieprofesjonalnych. Robert Konowalik tak o tym fakcie mówi: "Wiele było i takich przedstawień, nikomu niepotrzebnych... wystawionych jeden, jedyny raz, właściwie bez szczególnej okazji, zmarnowanych. Niektóre kosztowały nas wiele pracy i pokazane raz - nie przyniosły satysfakcji. Teraz, po kilku latach, staramy się nie dopuszczać do takich sytuacji, ale i dziś nie jesteśmy w stanie zapanować nad wszystkim". Podsumowanie Teatr Fieter jest zjawiskiem ze wszech miar godnym uwagi nie tylko na Opolszczyźnie, ale i w skali kraju. A to zarówno ze względu na poziom artystyczny spektakli, jak i pełnione funkcje wobec członków zespołu oraz w środowisku. Wymaga więc osobnego studium, gdyż niniejsze opracowanie jest zaledwie cząstką tego, co można by i należało o zespole i jego uczestnikach powiedzieć. Mam nadzieję do tematu jeszcze powrócić.
(1) Wykorzystana muzyka: Philip Glass, Michael Nyman, Clint Mansell, Rammstein, Smashing Pumpkins. osada: Robert Konowalik, Jerzy Sagasz, Witold Sułek Mariusz Piórkowski, Tomasz Huras, Justyna Mehl. (2) Wywiad przeprowadziła Justyna Tobias, studentka pedagogiki Uniwersytetu Opolskiego.
- Łukasz Dzieszkowski "Schlesisches Wochenblatt", Nr 44 (396), ISSN 1234-3102, 5-11.XI.1999
Scena z Ozimka. Amatorski "Fieter" Prowadzenie teatru amatorskiego z całą pewnością jest rzeczą trudną. Na dodatek jeśli samemu pisze się scenariusze przedstawień, reżyseruje się, tworzy scenografię oraz jest się odtwórcą głównych ról. Tym właśnie zajmuje się Robert Konowalik, mieszkaniec Ozimka. Prowadzi on trzy teatry: dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych. I to właśnie ten ostatni amatorski "Fieter" przyniósł mu największą sławę. Na początku był teatrem nieformalnym, jednak już od kilku lat należy do sekcji Domu Kultury w Ozimku. Został założony w 1991 roku. W sztukach grają zarówno ludzie dorośli, jak i młodzi. Przedział wieku jest dość duży. W sumie tworzy go 11 aktorów amatorów. W pracy inscenizacyjnej pomaga Konowalikowi Tomasz Kuras. Sztuki wystawiane przez grupę "Fieter" adresowane są wyłącznie do dorosłych odbiorców, ze względu na zawarte w nich treści. Motywy powstawania inscenizacji - jak przyznaje ich twórca - są bardzo różne. Niektóre przedstawienia współczesne formują się przy słuchaniu muzyki. Inne natomiast - od przypadkowo wypowiedzianego jednego zdania, które nasz bohater potrafi rozwinąć tak, by stworzyć półgodzinny spektakl. Niewątpliwie jednym z ważniejszych przedstawień była inscenizacja "Hamleta". - Wówczas połączyłem fabułę z czarnym kryminałem - mówi ozimecki animator sztuki. Widowiska powstają na bazie samodzielnie pisanych tekstów, a czasami na kanwie powieści, niekiedy także według czyjegoś scenariusza. Od kilku lat Konowalik jeździ ze swoim zespołem na wszystkie ważniejsze przeglądy i festiwale. Wówczas jedzie dwóch aktorów - on oraz jego przyjaciel. Najczęściej ich występy uwieńczone są sukcesem. Wspomnieć tu można o retrospektywach w Nysie, Strzelcach Opolskich. Niewątpliwie bardzo ważny był także przegląd w Gdańsku. Tam co prawda nagród stopniowanych nie było, tylko literacka. Artyści z Ozimka otrzymali ją za spektakl "Gomber i Gombratrup". Oprócz tego Konowalika nagrodzono za reżyserię i scenografię w Zgierzu. Jego przedstawienia oceniali prawdziwi fachowcy z dziedziny teatru. Pozytywnie wyraził się o jego dorobku m.in. znakomity aktor Olgierd Łukaszewicz. "Fieter" objeżdżał również szkoły, wystawiając sztuki w salach gimnastycznych. Uczniowie mieli okazję obejrzeć w ten sposób spektakl zatytułowany "Krzyżaki", będący parodią znanej książki Henryka Sienkiewicza. Konowalik skończył dwuletnie studium dla scenarzystów w Łódzkiej szkole filmowej. Jest autorem kilkunastu sztuk. Jego trupa nigdy nie występowała poza granicami naszego kraju.
ERRATA: Obecne sprostowania dotyczą, na przykład, niewłaściwego podpisu pod zamieszczonym przy okazji notatki zdjęciem. Według gazety, jest jego autorem pan Łukasz Dzieszkowski, według mnie natomiast ktoś zupełnie inny (zdjęcie zostało wypożyczone autorowi notatki). Tego zdjęcia nie zamieszczam, uznaję natomiast za wskazane wspomnieć o tym zgrzycie. Jest w notatce również kilka rozczulających określeń, których nie można w sensowny sposób komentować, ale które napisane zostały w niewiadomym celu. Mowa tutaj o "największej sławie" (określenie zupełnie na wyrost), albo informacji na temat braku występów poza granicami w kraju (nie bardzo mi wiadomo, czemu służy ta skądnikąd ciekawa informacja umieszczona w ostatnim zdaniu, bo na przykład na księżycu również nie występowaliśmy). Zdanie "niewątpliwie jednym z ważniejszych przedstawień była inscenizacja "Hamleta" należałoby włożyć pomiędzy bajki, po pierwsze, takiej inscenizacji nigdy nie robiliśmy, jeśli zaś mowa o absolutnej przeróbce tego tekstu - "Hamlet Or Not Hamlet. Tren Fortynbrasa czyli mówi Marlowe" - to mamy tu do czynienia z jednym z najmniej ważnych spektakli teatru Fieter. Poza tym, standardowe pomyłki: Kuras to w rzeczy samej Tomasz Huras. Nie jest też prawdą, iż w przeglądach i festiwalach teatr Fieter uczestniczy wyłącznie w dwuosobowym składzie, tak bywało i bywa, owszem, ale nie jest to jakaś zasada mająca rangę dominującej. Tomasz Huras nie pomagał nigdy w pracy inscenizacyjnej, sam natomiast tworzył (reżyserował, pisał scenariusze, inscenizował oraz występował) swoje spektakle. Teatr "Fieter" ma na swoim koncie przynajmniej kilka spektakli adresowanych dla dzieci: "Smok Wawelski", "Przygody barona Munchhausena", "Pupere", "Bis Pupere", "Learo Inferno a Tri Doceri", "Henryka Sienkiewicza Krzyżaki", "Prawie Czerwony Kapturek gdyby nie Jaś i Małgosia", "Herbatka we...", nie jest więc prawdą zdanie, iż realizujemy wyłącznie rzeczy dla dorosłej widowni (choć akurat prawdą byłoby stwierdzenie, że dzieje się tak w ostatnich latach). Miło być bohaterem, ale może niekoniecznie w tych warunkach, bo wymyślanie "motywów powstawania inscenizacji" nie ma akurat z bohaterstwem wiele wspólnego. Informuję uprzejmie, iż każdy spektakl powstaje według czyjegoś scenariusza (nie tylko "niekiedy" i nie tylko w przypadku teatru "Fieter"). Pan Olgierd Łukaszewicz nie mógł wyrazić się pozytywnie o dorobku teatru "Fieter", bo nie ma o tym zielonego pojęcia, miał okazję oceniać wyłącznie spektakl "Gomber i Gombratrup" i ocenił go pozytywnie, to prawda. A już na samym końcu erraty, trzeba koniecznie zaznaczyć, iż słowo "przegląd" lub "festiwal" nie oznacza żadnej "retrospektywy". Tej erraty jest wyjątkowo sporo, tym bardziej należy się dziwić, iż osobiście rozmawiałem z autorem, nie mogę przeto zrzucić winy na niedobór informacji, trochę szkoda, że tak kiepsko słuchano tego, co mówię.
- Marek Świercz "Dziennik Zachodni", Nr 26 1 lutego 1999 r.
Robert Konowalik czeka na swoje pięć minut Fieter pastiszowy Pierwszy napisany przez niego scenariusz opowiada o praskiej kamienicy, w której mieszkają pospołu Józef Szwejk i Józef K. Sam pomysł wystarczy, by zorientować się, że talentem Robert Konowalik nie ustępuje zawodowcom. Ma 30 lat, mieszka z żoną i siedmioletnią córeczką w podopolskim Ozimku, gdzie dom kultury dał mu skromne trzy czwarte etatu, za prowadzenie teatralnego kółka. To naprawdę niewiele, ale Robert Konowalik nie narzeka. Jakiś czas temu zarejestrował nawet działalnoś gospodarczą, planując wystawianie spektakli dla szkół i przedszkoli, ale od pół roku już tego nie robi. Po prostu nie ma do chałtur serca i czasu. - Woli użerać się z nami. On to kocha: przyjść na próbę i krzyczeć, że znowu nie pamiętamy tekstu, a potem kombinować skąd wziąć szafę, bez której nie może odbyć się następna premiera. Robert to niekomercyjny idealista, który chyba nie pasuje do naszych komercyjnych czasów - opowiada 16-letnia Paulina Matura, grająca jedną z głównych ról w spektaklu Teatru Następnego "Z dala od anielskich chórów". Sam Konowalik o swoim idealiźmie nie chce mówić zbyt wiele. Przyciśnięty do muru, przyznaje wreszcie, że nie miałby nic przeciwko wypłynięciu na szerokie wody. Nie wykluczone, że furtką do wielkiego świata show-biznesu okaże się kontrakt podpisany z agencją zajmującą się gromadzeniem filmowych scenariuszy. - Dogadałem się z nimi po ukończeniu dwuletniego studium w Łódzkiej szkole Filmowej. Dziś już wiem, że pierwszego scenariusza, tego o Pradze Kafki i Haszka, raczej nikt nie kupi. Dlatego następny będzie psychologicznym kryminałem o seryjnym zabójcy - zapowiada. Temat na pozór ograny, ale Konowalik ma wyjątkowy talent do przekornego przerabiania popkulturowych konwencji. Wśród 22 sztuk, które - wespół z Tomaszem Hurasem z Nysy i Witoldem Sułkiem z Ozimka - wystawił w ciągu ostatnich 9 lat pod szyldem własnego, dorosłego Teatru Fieter lub Teatru Następnego (prowadzonego w ramach zajęć w ozimskim domu kultury), przeważają błyskotliwe pastisze. Prawdziwy aplauz publiczności wzbudziły "Krzyżaki", groteskowa parodia działa Sienkiewicza. "DZ" był zauroczony trzema jednoaktówkami pod wspólnym tytułem "Kaliber duży i mały", w których Konowalik odtworzył klimat kolejno: sycylijskiej opowieści o vendetcie, francuskiego thrillera erotycznego, wreszcie kryminału a la Dostojewski, rozgrywającego się w Rosji Jelcyna. Deszcz nagród posypał się na podobny z ducha "Postmodernizm". W "Z dala od anielskich chórów" przygląda się gangsterski mikroświat Quentina Tarantino. Komercyjny potencjał tego typu przeróbek jest ogromny. Wystarczy przypomnieć, że według takiego właśnie postmodernistycznego schematu, pozwalającego na swobodne zapożyczanie wątków z dzieł innych twórców, stworzone zostały największe przeboje polskiego kina ostatnich lat: "Sara" Ślesickiego i "Killer" Machulskiego. Konowalik tylko raz otarł się o ekran. Przed dwoma laty dogadał się z telewizją kablową w Strzelcach Opolskich, która zgodziła się na realizację serialu kryminalnego, rozgrywającego się w rodzinnym mieście widzów. Niestety determinacji i pieniędzy wystarczyło na stworzenie raptem dwóch odcinków. Konowalik musiał powrócić na scenę. (>) Jego ostatnie przedsięwzięcie (wystawione po raz pierwszy 17 stycznia) to "Gombrowiczurke, opowieść o człowieku trupem podszytym", wyjątkowo atrakcyjna a zarazem pzrenikliwa kompilacja dzieł Gombrowicza, którego Konowalik uważa za jednego ze swoich ukochanych autorów. On sam, ubrany w krótkie spodenki (jakżeby inaczej), wciela się w postać Witoldzia, a po scenie krążą wszystkie istotne dla Gombrowicza postaci, Cimcirimci, Młodziakówna, Syfon, miętus czy Ignaś z "Transantlantyku". Gdyby przedstawienie to zostało pokazane na scenie profesjonalnej, z pewnością przykułoby uwagę krytyków. Niestety, premiera miała miejsce na deskach domu kultury w Ozimku i oglądała je garstka miłośników teatru. W Opolskiem Konowalik ma już wyrobioną pozycję. Regularnie wspominają o nim działy kulturalne lokalnych gazet, odnotowując kolejne sukcesy na przeglądach teatralnych. Zauważyli go też urzędnicy - kilka lat temu przyznano mu nagrodę wojewody opolskiego. On sam najwyżej ceni Grand Prix zdobyte na przeglądzie w Tychach. Teraz przymierza się do kolejnych wyjazdów; w lutym jego młodzi podopieczni z Teatru Następnego jadą do Brzegu. By wyjazd mógł się w ogóle odbyć, trzeba było przekonać władze miasta, by wyłożyły niezbędne 360 złotych. Udało się, ale cała sytuacja nieźle obrazuje skalę problemów, z jakimi musi się dziś borykać mistrz pastiszu z Ozimka. Wielki świat czeka, a tu rzeczywistość skrzeczy.
- Janusz Dziuban "Wiadomości Ozimskie", luty 2 (50) 1999 r.
"Fieter" i reszta Teatr amatorski w Ozimku łączy się z osobą Roberta Konowalika. W 1991r. wraz z grupą przyjaciół założył on teatr "Fieter", mający do dzisiaj na swoim koncie ponad dwadzieścia przedstawień i wiele nagród zdobytych na przeglądach amatorskiej twórczości teatralnej. 17 stycznia br. Na scenie Domu Kultury odbyła się XXII premiera teatru "Fieter", który wystawił autorski spektakl R. Konowalika - "Gombrowiczurke", oparty na prozie Witolda Gombrowicza, głównie na "Ferdydurke" i "Trans-Atlantyku", jak również na listach pisarza i książkach o Gombrowiczu. Sprawnie zrealizowane i zagrane ze sporym kunsztem aktorskim przedstawienie obejrzało kilkadziesięciu widzów, nagradzając zespół dużymi brawami. Przedłużeniem twórczych poszukiwań R. Konowalika jest teatr "Następny", który właśnie przygotował swój kolejny spektakl "Z dala od anielskich chórów". Przedstawienie to ma być w pewnym sensie kontynuacją wystawianego wcześniej "Postmodernizmu", a jego premiera odbędzie się w niedzielę 21 lutego br. O godz. 18.00. Po tym spektaklu na scenie Domu Kultury wystąpi gościnnie teatr "Trzysta chwil od deja vu" z Legnicy, prezentujący ozimskiej publiczności przedstawienie zatytułowane "4/4". R. Konowalik prowadzi również dziecięce grupy teatralne działające przy Domu Kultury w Ozimku. Dwie z nich - teatrzyk "Tup - Tup" złożony z uczniów SP nr 1 i "Horyzont" składający się z uczennic SP nr 3, zaprezentowały swoje premierowe przedstawienia w dniu 8 stycznia br., zapraszając na widownię rówieśników - uczniów klas IV-VI Szkoły Podstawowej nr 1 w Ozimku. "Tup - Tup" wystawił obyczajowe przedstawienie "Paczka" wg scenariusza R. Konowalika, a "Horyzont" zaprezentował humoreskę "Zielony Kapturek" rumuńskiego humorysty Cami, będącą przeróbką bajki o Czerwonym Kapturku. Oba przedstawienia młodzi widzowie przyjęli z zainteresowaniem, mimo że ich dośc trudna fabuła odbiega od tego, co zwykliśmy utożsamiać z "teatrem dla dzieci". W lutym oba teatry zamierzają pokazać swoje przedstawienia uczniom SP nr 3, a w kwietniu "Paczka" zostanie zaprezentowana na przeglądzie dziecięcych zespołów teatralnych w Strzelcach Opolskich. Obydwie grupy rozpoczęły już także prace nad nowymi przedstawieniami. W Domu Kultury działają jeszcze dwa zespoły teatralne, nad którymi opiekę sprawuje R. Konowalik. Najmłodszy, złożony z uczniów klas III-IV, przygotowuje obecnie bajkę, którą zamierza prezentować w przedszkolach Ozimka. "Kosmiczne dziewczyny" pracują natomiast nad horrorem "Hotel". Data premiery tego przedstawienia nie została jeszcze ustalona. P.S. Pod koniec stycznia br. Teatr "Fieter" wziął udział w Ogólnopolskiej Biesiadzie Teatrów Małych Form w Horyńcu-Zdroju (między Przemyślem a Zamościem), gdzie w doborowym gronie 15 grup teatralnych zakwalifikowanych do udziału w drugim etapie przeglądu (m.in. z Warszawy, Krakowa, Rzeszowa i Katowic) zajął trzecie miejsce za spektakl "Gomber i Gombratrup" (też według Gombrowicza), którego reżyserem i autorem scenariusza jest również R. Konowalik, występujący na scenie wraz z Witoldem Sułkiem. W kwietniu br. Zamierzają oni zaprezentować to samo przedstawienie na V Zgierskich Spotkaniach Teatrów Małych Form w Zgierzu. W dniu 20 lutego dwa teatru z Ozimka - "Fieter" i "Następny" wystąpią natomiast na przeglądzie amatorskich zespołów teatralnych w Brzegu.
ERRATA: Spektakl "Gombrowiczurke" nie był spektaklem autorskim, był adaptacją. Poza tym, gwoli uzupełnienia, nie powstały spektakle dziecięcego zespołu, oraz "Kosmicznych Dziewczyn", oba zespoły uległy zagładzie, zanim doszło do premiery.
- Beata Zaremba "Gazeta Opolska", Nr 20 (771) 22-28 maja 1998.
Trup w notesie ? Jeśli mówi się o panu lub pisze, to w samych superlatywach. Niektórzy trzymają ręką na pulsie, by jako młody, obiecujący artysta, nie został pan zagłaskany. Czuje się pan nazbyt hołubiony ? ? Szczerze mówiąc nie. Mieszkając w Ozimku nie czuje się, że jest się w centrum zainteresowania. Robię po prostu teatr, ale nic szczególnego z tego nie wynika. ? Nie marzy pan więc, żeby pożeglować gdzieś w wielki świat? ? Nie. Robić coś dobrego można w każdym miejscu, a mnie akurat nie bardzo bawi bieganie za ludźmi, którzy umożliwiliby mi robienie teatru w jakimś ośrodku teatralnym. Wystarczy mi satysfakcja, że parę lat temu w Ozimku nie było teatru, a teraz są cztery. ? Jak doszło do tego, że w Ozimku nastąpił teatralny rozkwit? Czyżby mieszkańcy okazali się melomanami? ? Skądże znowu. Widownia bynajmniej nie wali do nas drzwiami i oknami, na poszczególne premiery przychodzi stałe, bardzo wąskie grono widzów. W porywach możemy liczyć na 60-70 osób i z reguły są to znajomi znajomych. Zdarzały nam się też przedstawienia, na które przychodziło pięć, sześć osób. Oczywiście graliśmy. Na pewno więc Ozimkowi teatr nie jest do szczęścia potrzebny. Ale jednocześnie jest w Ozimku sporo ludzi, którzy chcieliby się bawić w teatr. Co ciekawe, dziś najwięcej mamy dziewczyn. Chłopcy jakoś nie bardzo garną się do teatru. Scenariusze trzeba więc pisać pod kątem dziewczyn. Szczerze mówiąc nie bardzo mi to idzie i co tu dużo mówić - czekam na mężczyzn. ? Próbuje pan jakoś wyrównać proporcje między liczbą zespołów teatralnych a widownią ? ? Raczej nie. To znaczy nie robię niczego na siłę, nie chodzę po szkołach, nie proszę, żeby ktoś przyszedł na nasze przedstawienie. Po prostu nie lubię widowni, która przychodzi do teatru z musu. Wolę widownię skromną, ale zainteresowaną tym, co się jej proponuje. Inna rzecz, że tej właśnie widowni najczęściej wszystko się podoba, że jest to publiczność dość niezobowiązująca. ? Skąd więc pan wie, że jest pan dobry albo zły ? ? Jeździmy na przeglądy teatralne i na tych przeglądach na ogół widać, w którym miejscu jesteśmy. ? No i co, czuje się pan doceniony ? ? Z reguły tak, rzadko kiedy nie. Na 17 przedstawień, jakie pokazałem na przeglądach, chyba trzy nie dostały żadnej nagrody. Ale ten wynik też w gruncie rzeczy nic nie znaczy, bo wiadomo jak to jest z jurorami. Zawsze ktoś w jury nadaje ton, czasem więc ocena jest dla nas pozytywna, czasem negatywna. Na przykład przedstawienie "Postmodernizm" zostało nagrodzone na przeglądach w Brzegu, Nysie i Tychach, jednak na przeglądzie w Andrychowie krytyce orzekli, że zrobiliśmy kicz. ? Jakie były początki pana ozimskiej zabawy w teatr? ? Przypadkowe. Przyjechałem do Ozimka, poznałem kolegę, który akurat miał małe dzieci i pomyślał sobie, że powinien zrobić dla tych dzieci przedstawienie. W efekcie powstał spektakl przeznaczony dla dziecięcej, ale nie tylko dziecięcej, widowni. Grały trzy osoby, były maski, lalki, a postacie posługiwały się wymyślonym językiem. Takie były początki. ? Obecnie pracuje pan w domu kultury na pół etatu; da się z tego wyżyć? ? Nie bardzo, ale był taki czas, kiedy jako instruktor teatralny pracowałem zupełnie za darmo, w nie istniejącym już klubie osiedlowym. Było bardzo fajnie. ? Jak pan sobie radzi finansowo? ? Od czasu do czasu jeżdżę z przedstawieniami po szkołach, zarejestrowałem nawet własną firmę teatralną, ale prawda jest taka, że trzeba być dobrym menedżerem, aby na teatrze zarobić. Nigdy nie miałem takich myśli, żeby rzucić teatr. Czy to odrabiałem wojsko, czy pracowałem w barze, zawsze robiłem teatr. Gdybym myślał o porzuceniu teatru, prawdopodobnie nie mieszkałbym w Ozimku. W Przemyślu stoi puste mieszkanie po rodzicach, mógłbym tam pojechać i zamieszkać, ale wtedy musiałbym zbierać zespół od nowa, a diabli wiedzą, czy by mi się udało. Szczerze mówiąc, takiego ryzyka nie chce mi się podejmować i póki co, nic mnie do tego nie zmusza. Na razie jest tak, że zwycięstwo w przeglądach nic praktycznie nie daje. Co więcej, można być laureatem jakiegoś przeglądu, a i tak trzeba starać się o zakwalifikowanie do konkursu. Np. na przeglądzie w Nysie byliśmy już tak wiele razy, tak wiele razy pokazaliśmy na co nas stać, a mimo to jesteśmy tak samo traktowani jak debiutanci: musimy przechodzić każdorazowo przez pierwsze sito eliminacji. ? Podobno telewizja kablowa w Strzelcach Opolskich poprosiła pana o wyreżyserowanie serialu o tym mieście. ? Serial ten nie został dokończony, a pomysł filmu narodził się w mojej głowie, natomiast kolega dogadał się z "kablówką", że film zostanie przez nich wyemitowany i że na telewizyjnym sprzęcie będzie montowany. Nie był to film o Strzelcach Opolskich, tylko jego akcja działa się na terenie tego miasta. Ludzie spodziewali się co prawda, że nasz film opowie o palących problemach miasta, o aferach, które co rusz wybuchały, ale my poszliśmy w kierunku fikcji, którą w dodatku trudno streścić. ? Mieszkańcy miasta byli jednak podobno zachwyceni... ? Chyba tak. Niektórzy nawet zagrali w naszym filmie. Jeden z funkcjonariuszy policji tak się wczuł w rolę, że fakt znalezienia fikcyjnego trupa zapisał w służbowym notesie. Udało nam się nakręcić prawie dwa odcinki, miało ich być trzynaście. Wszystko rozsypało się z powodu wakacji, ludzie rozjechali się, a po przerwie trudno było się nam zebrać.
ERRATA: Jest to wywiad nieautoryzowany, dzisiaj trudno jest mi stwierdzić, czy istotnie zdania wypowiadane są tymi zapisanymi, niemniej jednak, jeśli nie brać pod uwagę stylistycznej strony odpowiedzi, to treściowo wszystko jest w porządku, jak się wydaje.
- Łukasz Dzieszkowski "Panorama Opolska" Nr 10, 5-11 marca 2003
"Związani słowem" Robert Konowalik po ukończeniu Uniwersytetu Ludowego w Błotnicy Stzreleckiej przyjechał do Ozimka jako instruktor. Niedługo potem założył teatr Fieter, który dziś jest jednym z najbardziej liczących się amatorskich zespołów. Prowadzenie teatru z całą pewnością nie jest rzeczą łatwą. Na dodatek, jeśli samemu pisze się scenariusze przedstawień, reżyseruje, tworzy scenografię oraz występuje w niektórych rolach. Tym właśnie zajmuje się Robert Konowalik z Ozimka, na co dzień pracownik miejscowego Domu Kultury i twórca istniejącego od dwunastu lat Tweatru Fieter. Swoim entuzjazmem zaraził innych. Rok po założeniu zespołu wraz z Jankiem Spólnym zrealizował swój pierwszy spektakl. - Grałem w jednym przedstawieniu - wspomina 19-letni dziś Marek Szwankowski, licealista z Ozimka.- To była ciężka aktorska praca. Ale warto było spróbować. Na początku Fieter był teatrem nieformalnym, tworzonym własnymi siłami. Od kilku lat należy do sekcji Domu Kultury w Ozimku. W sztukach grają zarówno dorośli, jak i młodzi. Grupę tworzy dziesięciu aktorów-amatorów: Jurek Sagasz, Hania Spólna, Robert Konowalik, Witek Sułek, Mariusz Piórkowski, Adam Czubak, Katarzyna Siudeja, Justyna Mehl i Małgorzata Dreling. Stale pomaga w pracy Tomasz Huras, który jest reżyserem niektórych spektakli, między innymi "Idioty", "Zbrodni i kary", a także "K". Początkowo Fieter tworzyły jedynie trzy osoby: Witold Sułek, Jan Spólny i założyciel grupy Robert Konowalik. W tak niewielkim składzie zrealizowano kilka spektakli, jak choćby: "Learo Inferno a Tri Doceri", "Bis Pupere" i "Przygody barona Munchhausena". Inscenizacje te przeznaczone były głównie dla młodej widowni. Okazało się jednak z czasem, że o wiele większe zapotrzebowanie na teatr jest wśród dorosłych widzów. Dlatego też od kilku lat teatr przygotowuje spektakle wyłącznie z myślą o nich. - Po pierwszych inscenizacjach nastąpiła pewna metamorfoza grupy -wspomina Robert Konowalik. -Realizowane w wymyślonym przez nas języku powstały widowiska rodzime, przaśne i polskie całą gębą. Niektóre z nich - przy pomocy sporej dozy improwizacji na scenie. (>) Do nowego nurtu przedstawień można już zaliczyć "Herbatkę we..." (według "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carolla), "Trzy razy Szekspir", "Tren Fortynbrasa, czyli mówi Marlowe". Wyjątkowe było przedstawienie "Proces magnetyzera" według powieści Per Olofa Enquista. Wówczas w skład zespołu weszły same debiutantki, uczennice IV klasy ozimskiego liceum. Ania Szwankowska i Olimpia Różańska na stałe pozostały w teatrze. - Inspiracje powstawania spektakli - jak przyznaje ich twórca - są bardzo różne. Niektóre przedstawienia tworzą się w trakcie słuchania muzyki. Inne powstają z przypadkowo wypowiedzianego zdania. W 1996 roku w Ozimku zaczęły dodatkowo funkcjonować zespoły skupiające młodzież - Teatr Następny, a takżedzieci - Tup Tup. Grupy teatralne świetnie ze sobą współpracowały, więc nikogo nie dziwiło, że po pewnym czasie w niektórych spektaklach Fietera zaczęły pojawiać się osoby z Teatru Następnego. Część ze spektakli realizowana była wspólnie, np. "Postmodernizm" i "Z dala od anielskich chórów". Teatr Następny przeszedł już do historii. Osoby, które niegdyś brały udział w jego przedstawieniach, są teraz aktorami Fietera. Fieter jest laureatem wielu prestiżowych nagród. W 1999 roku był na V Festiwalu Sztuki Młodych "Bombart" w Jeleniej Górze, Przeglądzie Teatrów Studenckich w Krakowie (Juwenalia99) i rok później na Festiwalu Komedii Hi, Hi, Hi w Skierniewicach. - Powstało też wiele przedstawień, które nikomu nie były potrzebne. Wystawialiśmy je tylko raz, właściwie bez szczególnej okazji. Niektóre kosztowały nas wiele pracy, ale nie przynosiły satysfakcji. Teraz staramy się nie dopuszczać do takich sytuacji - mówi Konowalik. Ostatnim zaprezentowanym spektaklem na deskach ozimskiego Domu Kultury był "Hesus. The Early Days". Obecnie w przygotowaniu jest widowisko pod tajemniczo brzmiącym tytułem "Opowieść o człowieku bez twarzy".
ERRATA: Panie Łukaszu. Konia z rzędem, jeśli zrozumiem nareszcie przesłanki, które powodują, iż bierze się Pan za pisanie o naszej grupie już po raz wtóry. To znaczy - ja w gruncie rzeczy wiem, że jest rubryka "Pasjonaci" i trzeba tam kogoś co tydzień umieścić dla świętego spokoju, niemniej jednak są dwa sposoby, aby to uczynić, Pan zaś z uporem maniaka wybiera ten, który jest kiepskawy i mało rzetelny. Korzysta Pan w tekście ze strony internetowej teatru Fieter, oraz z własnego artykułu (umieszczonego powyżej). Niestety, już po raz drugi udowadnia Pan, iż słowa tam spisane nie mają dla Pana najmniejszego znaczenia, a ich dobór pozostaje dla mnie wielką tajemnicą. I po kolei. Pierwszy spektakl zrealizowany został z Jankiem Spólnym oraz Iwoną Konowalik. Umieszczenie tuż po tej niepełnej informacji wypowiedzi Marka Szwankowskiego sugeruje, iż dotyczy ona właśnie tego spektaklu. W rzeczywistości Marek ze swoim bratem zagrał w "Czekając na Godota", wiele lat później, a jego wypowiedź w tym tekście wydaje się być dziwną, gdyż nie bardzo rozumiem, czemu służy i dlaczego jest to Jego właśnie wypowiedź (czyli kogoś, kto z teatrem zetknął się jednorazowo i dawno temu), pewnie spotkał go Pan po drodze i znienacka zagadnął o teatr Fieter (?) Tomasz Huras nie gra już w spektaklach i nie reżyseruje ich (od 2000 roku), tak więc zdanie: "Stale pomaga w pracy..." jest nieprawdziwe zupełnie. Nigdy teatr Fieter nie tworzył spektakli z myślą wyłącznie o dzieciach, a już na pewno nie okazało się, że na spektakle dla dorosłych jest większe zapotrzebowanie. Nie otrzymywaliśmy takowych listów z uwagami klientów, nikt się nam też nie skarżył i nie sugerował takiej zmiany koncepcji. Powiem więcej - i powtórzy to każdy, kto "robi w teatrze" - na spektakle dla dzieci akurat zapotrzebowanie jest większe i zawsze tak właśnie było. Wymienia Pan trzy spektakle jako przykład nowego nurtu przedstawień. Niech tam, ale "Tren Fortynbrasa" to nowela spektaklu "Trzy razy Szekspir", nie ma więc sensu umieszczać obu tytułów. Teatry: Następny i Tup Tup zostały założone przez Iwonę Konowalik, nie przeze mnie, co wydaje mi się dosyć istotnym, bo nie chciałbym uzurpować sobie prawa do ich odkrycia i prowadzenia. Poza tym, nigdy nie istniała żadna współpraca pomiędzy Fietrem a Tup Tupem. Pisząc zaś o nagrodach, wymienia Pan trzy przeglądy, w których akurat nagród nie było, co więcej, ich dobór jest mroczną zagadką Pańskiej duszy i nijak nie potrafię go uzasadnić (może się Panu nazwy tych spotkań teatralnych spodobały, albo co). No i jeszcze niezawiniona przez Pana informacja, spektakl "Opowieść o człowieku bez twarzy" zmienił tytuł, nazywa się teraz "Na drodze do Edo".
- Krzysztof Sielicki Polskie Radio Tekst ukazał się w jubileuszowym wydaniu "25 lat. Biesiada Teatralna. Konfrontacje Teatralne Zespołów Małych Form. Horyniec Zdrój."
Raz do roku w Horyńcu Zdroju, czyli klisze pamięci (...) Ciśnienie kultury masowej wywołuje - z jednej strony - odruchy sprzeciwu przeciw konformizmowi zachowań i gustów, ale - z drugiej - to przecież naturalny świat tego pokolenia. Wyobraźnia poddaje się filmowo - telewizyjnemu stylowi narracji, spektakle zaczynają być pospiesznie montowane, słowo staje się liczmanem. Wyrazisty skrót fabularny jest ważniejszy niż płynny i elegancki intelektualnie wywód. (...) Człowiekiem, który najpełniej - w mojej ocenie oczywiście - zbiera w swych wypowiedziach te nowe tendencje jest Robert Konowalik i Teatr Fieter z Ozimka. Przed dwoma laty wystawił Telefony. Oglądając to przedstawienie przygotowane specjalnie na Biesiadę, żałowałem, że festiwal nie odbywa się np. w kwietniu. Gdyby zdążono nad nim popracować - powstałby teatr o wielkiej sile, niosący pewną konieczną w sztuce tajemnicę, a jednocześnie mocno osadzony w realiach psychologicznych naszych dni. Jak zwykle w przypadku spektakli Konowalika poprzeczka została zawieszona wysoko. To poważny (choć cały zanurzony w grotesce) i stawiający poważne pytania teatr. Wiele jednak mówiącym paradoksem tej opowieści są jej filmowe źródła, tu wyraźne nawiązania do filozofii opowiadania widocznej w filmach Lyncha. Niepokojące, nieoczekiwane wizje wypełniały zresztą i inne przedstawienia Konowalika, które udało mi się widzieć w Horyńcu. Stopniowo ujawniały się w nich zarysy własnego stylu reżysera. Elementy podobnego porządku opowiadania widzieć można było w spektaklu Gomber i Gombratrup, a taże w onirycznych Myszach Natalii Mooshaber. Los człowieka przedstawiany jest tu jako pasmo gwałtownych, niejednoznacznych zdarzeń poddanych logice paradoksu. Życie bohaterów świata tworzonego przez FIETER rządzi niespodzianka. Czasem wesoła, częściej jednak - nie. O tym jednak, że nikt w Horyńcu nie ma monopolu na sukces - niech świadczy zapisany dialog podczas porannej dyskusji podczas 24. Biesiady: - Robert... - Co? - Ty wiesz - CO!!! Dialog taki, wzięty zresztą z kolejnego spektaklu teatru FIETER, miał miejsce pomiędzy wkurzonym jurorem Jackiem Chmielnikiem a Robertem Konowalikiem, niespodziewanym sprawcą największego skandalu (obyczajowego głównie) poprzedniej Biesiady. (...)
ERRATA: Errata dotyczy pewnej niejasności. Zacytowany fragment rozmowy ma bardzo konkretne odniesienia do tekstu, jaki znalazł się w skandalizującym spektaklu teatru Fieter: "Hesus. The Early Days". W oryginale tekst brzmi: "- John! - Co? - Ty wiesz - Co!!!". Dialog ten występuje w końcowej części spektaklu, poprzedzony jednak jest innym, bliźniaczym dialogiem, z którego wynika znacznie więcej. Tenże John oraz jego kompan, w pierwszej scenie tego spektaklu używają takiego oto dialogu: "- John ! - Co? - Pierdol się!!!". Pamiętając o tym, łatwo domyślić się, co miał na myśli juror Chmielnik mówiąc do mnie: "Ty wiesz - CO!!!" |
|
|
-- Pomyślności w Australii. -- Chcecie mnie zatrzymać. -- Niech pan wsiada. -- Jedno z was mnie zatrzyma, kiedy będę wsiadał do pociągu. -- Nikt. Nikt. -- Ja wiem. Jeden z was mnie zatrzyma. Jeden z was. WIZYTA
|