random1.gif
Falstarty
Krótka opowieść o nieukończonych, aczkolwiek zamierzonych realizacjach teatralnych...
Pomiędzy tym czy owym spektaklem, pokazywanym, lub też nie pokazywanym w Ozimku, pokazywanym, albo i nie pokazywanym podczas któregoś przeglądu, istniały też spektakle - widma, nigdy nie prezentowane, czasem również nie dokończone. Rzecz jasna, nie zamierzam wspominać o projektach, które istniały, lecz nie były realizowane, było tego ogromnie dużo. Wystarczy wspomnieć o projektach, które doczekały się prób, nawet wielu, niektóre zaś nieomalże zostały ukończone.
Teatr Fieter realizował przynajmniej trzy takie przedstawienia. Były to: "Krwawa mamuśka" - zwariowana i prawie skończona groteska sensacyjno - kryminalna realizowana w maju i czerwcu 2002 roku, oraz "Drapieżność" - zupełnie dziwaczna opowieść, która rozgrywała się nad trupem zabitego właśnie zboczeńca, nieco makabryczna, pokrętna treściowo i formalnie. Potem bywało lepiej, i jeśli juz jakiś spektakl próbowaliśmy, to udawało się doprowadzić do jego premiery. Wyjątek pojawił się w 1014r., przy okazji realizacji spektaklu "Pamiętam, że było gorąco", opartego na utworach prozatorskich Tadeusza Konwickiego. Ten dosyć stary, bo liczący kilkanaście lat projekt, został przerwany z powodu mojego własnego przekonania o tym, iż aktorzy nie bardzo wiedzą, z czym tego Konwickiego jeść. Po zcasie dowiedziałem się, iż wielu z nich miało na ten spektakl ochotę, a ja niepotrzebnie wylałem go z kąpielą. Tym smutniej, iż powstawał w ostatnich miesiącach życia tadeusza Konwickiego i miał szansę stać się swoistym podsumowaniem Jego twórczości. Te spektakl doczekały się wcale sporej ilości prób i było całkiem blisko tak zwanej finalizacji (no, może ostatni projekt nie powalał ową ilością spotkań). Tak się jednak nie stało. Wspominam o tych przedstawieniach, ponieważ czasami kosztowały nas sporo pracy, zupełnie bezcelowej. Czy niepotrzebnej ? Chciałbym wierzyć, że jednak nie. Trudno tez powiedzieć, czy słusznie zostały te spektakle poniechane, bo w odróznieniu od pierwszych dwóch projektów chcę wierzyć, iż do przedstawienia opartego na tekstach Konwickiego kiedyś jeszcze powrócimy.
Do zbioru takich przedstawień należy zaliczyć dwie próby realizacji przedstawień realizowane przez Tomka Hurasa. W bardzo podobny sposób, po kilku próbach przerwane zostały prace nad "Balladyną" według Juliusza Słowackiego, oraz nad tekstem Samuella Becketta "Którzy upadają" (w oryginale napisany jako słuchowisko). Ten ostatni spektakl bedzie zresztą ponownie reaktywowany przez Tomka- bez powodzenia. Po kilku latach podobnie stanie się z próbą realizacji tego przedstawienia w nowej formie przeze mnie- ostatecznie czwarta próbę realizacji doprowadzę do końca dopiero w 2009 roku i będzie ona kompilacją tego, co wymyslił w latach przeszłych Toimek, z tym, co dodałem do spektaklu ja.
Podobne przypadki zdarzały się w pozostałych zespołach, bywało tak przy okazji realizacji teatru TUP TUP (na przykład spektakl "Woodyalleniada" przejęty i realizowany został przez teatr KTO?). Tuż po swoim drugim przedstawieniu z tym zespołem (chodzi o spektakl, z którego byłem bardzo zadowolony : "Paczka"), grupa próbowała wykonać kolejną realizacja opowiadającą o włamaniu w pewnym domu zamieszkałym przez ludzkie potwory. Ten spektakl nie doszedł do skutku z powodów bardzo prozaicznych, jeden z jego wykonawców wyprowadził się z Ozimka, druga osoba złamała właśnie rękę. Teatr jednak istniał nadal, powstawały nowe przedstawienia, choć zmieniał się jego skład osobowy. Grupa rozleciała się dopiero w maju 2003 roku, w trakcie realizacji wspomnianej "Woodyalleniady".
Teatr Następny miał na koncie dwie tego typu realizacje. Przedstawienie roboczo nazwane "Zwierzak", realizowane tuż po "Z dala od anielskich chórów", oraz "pathy Diphusa" oparte na opowiadaniach Pedro Almodovara zostały przerwane przez sam zespół, bez mojego udziału. Dziewczęta miały se4rdecznie dosyć teatru ostrzejszego formalnie i treściowo i tęskniły za czymś bardziej "normalnym". Trochę szkoda, ale pewnie obie te realizacje i tak były marnymi cieniami dwóch ich poprzednich realizacji ("Posmodernizmu" oraz wspomnianych już "Z dala od..."). pewnie lepiej, iż nie powstały, chociaż pamiętam pewne rzeczy ze "Zwierzaka", które do teraz mi się podobają.
Grupa HORYZONT jest pod tym względem absolutnym rekordzistą, spektakl o dziewczętach z zakładu poprawczego, pełen narkotyków, laleczek woodoo i paierosów ("Internat") realizowany był od października do czerwca i chociaż został właściwie zrobiony, nie zgodziłem się na jego premierę z powodu jego kiepskiej jakości artystycznej. Nigdy nie przypuszczałem, że można tak długo "nic" robić.
Pozostał teatr KTO?. Ta grupa aż trzykrotnie nie zrealizowała swoich spektakli pomimo długotrwałych prób. Zespół figurujący pod nazwą "Kosmiczne dziewczyny", po premierze "Romea i Julii..." próbował wykonać spektakl "Hotel", rodzaj klasycznego horroru z wampirami obsługującymi pensjonat w górach. Próby były długie i uciążliwe, ale zespół został rozwiązany. Została podjęta próba wskrzeszenia zespołu, rozpoczęliśmy pracę nad kolejnym horrorem, tym razem na wesoło. Realizowana na podstawie tekstu Woody Allena historyjka o nieszczęsnym wampirze uwięzionym w mieszkaniu swoich znajomych z powodu zaćmienia słońca, które omyłkowo wziął za noc, była próbowana przez krótki czas i nie spowodowała jakiś pozytywnych efektów. Zespół ostatecznie uległ likwidacji, by po latach, w roku 2002 pojawić się znowu. Jako teatr KTO, grupa wykonała przedstawienie "Wariacje na temat pewnego włamania" (pokazywane również pod tytułem "Włamanie"), ale już następna realizacja została wstrzymana po kilku miesiącach prób (spektakl nie posiadał tytułu).
Należy wspomnieć również o nieudanej próbie realizacji pewnej bajki dla dzieci : "Mały Po i tygrys" przez pewien zespół teatralny złożony z dzieci pierwszych klas szkoły podstawowej. Grupa ta (nie doczekawszy się nadania im oficjalnej nazwy), nie doczekała się również premiery, zespół rozleciał się po trzech miesiącach prób i jako taki nie istnieje nawet w wyszczególnieniach dotyczących mojej "działalności" teatralnej.
Także moja najwcześniejsza ozimska grupa teatralna, założona przez moją żonę (Iwona Konowalik - zespół działał w prowadzonym przez Nią klubie osiedlowym "Gelender"), po zrealizowaniu z Nią spektaklu "Malutka czarownica" (pomysł na spektakl był autorstwa Iwony, ja zająłem się reżyserią), usiłowałem doprowadzić do następnej premiery i nawet osobiście uszyłem spore lalki typu "muppety" (co było sporym osiągnięciem, jako że wcale nie potrafię szyć). Niestety, "Sceny z życia Smoków" nie ujrzały światła dziennego a lalki gdzieś z czasem poginęły.
Podobny falstart zdarzył się jeszcze podczas moich praktyk teatralnych (te ostatnie prowadziłem w klubie wiejskim w Szczepanku). Lalkowy spektakl "Smoki w kosmosie" nigdy nie powstał, próby odbywały się przez kilka miesięcy.
Natomiast jeden ze scenariuszy, który miałem zamiar realizować bodajże w 1992 roku, już po pierwszym spektaklu Fietera, został wykorzystany przez Janka Spólnego, który zrobił według niego spektakl z dziećmi. Była to baśń Andersena "Towarzysz podróży", wykonana w klubie Gelender (choć akurat tego spektaklu w ogóle nie widziałem i nie wiem, co to było).
W każdym z tych przedstawień była przynajmniej jedna, ciekawa dla mnie samego (i - jak sądzę - dla potencjalnej publiczności) scena. Było ich zresztą znacznie więcej, a jednak coś stawało na przeszkodzie tym realizacjom. Bez wspomnienia o tych próbach, obraz działań ozimskich grup teatralnych byłby niepełny. Czasami bowiem te nieudane realizacje były przyczynami rozpadu grup. Czasem projekty takie były torpedowane przeze mnie. Wszystko jednak chyba musiało tak być, w niektórych przypadkach uniknięta została dzięki temu klęska kompromitacji, w innych nadzieja na przyzwoity spektakl.
Do falstartów dochodziło także przy okazji prób filmowych (piszę o tych próbach w). Te które powstały, nie były tym, co zamierzałem, pozostałe bywały nieukończone ("Dzikość strzelca", "Kapusta o balladzie"- w tym ostatnim przypadku, film został jednak zmontowany w około 11 lat po realizacji zdjęć).

 

-- Ale rozpozna ją pan przecież.
-- No nie wiem, tam jest sporo rozebranych kobiet. Wszystkie bardzo podobne do siebie, jak Japończycy.

NASZ CZŁOWIEK W HAWANIE

© 2021 Teatr Fieter | Powered by Joomla! | CMS